Alergie u kotów

Specjalnością rozmówczyni z poprzedniego numeru naszego pisma, Pani doktor Beaty Milewskiej – Ignacak jest diagnostyka i leczenie zwierząt z alergii za pomocą biorezonansu. Wiąże się to ściśle z omawianym uprzednio tematem dolegliwości gastrycznych, albowiem u podstaw wielu przypadków jest właśnie alergia.

Barbara Sieradzan: Jakie objawy mogą naprowadzić nas na pomysł, że schorzenie, na które cierpi nasz kot ma podłoże alergiczne?
Beata Milewska-Ignacak: - Alergia może się manifestować objawami z przewodu pokarmowego, skóry oraz z przewodu oddechowego. Niestety, objawy te mogą występować zarówno pojedynczo jak i wspólnie, jak kot ma już naprawdę pecha, to mogą wystąpić nawet wszystkie trzy.

B.S.: Czy istnieje jakaś systematyka alergenów?
B.M-I.: Podzieliłabym tak: alergeny pokarmowe, środowiskowe, grzyby pleśniowe oraz rośliny. Aby to dokładnie ustalić, potrzebny jest dokładny wywiad: w jakich warunkach kot żyje, co je, z czym się styka.
Ważne są objawy. Jeżeli mamy objawy tylko ze strony układu pokarmowego, to bierzemy pod uwagę jedynie alergeny pokarmowe, gdyż tylko one mogą dawać taki efekt.
W przypadku objawów skórnych i z przewodu oddechowego należy brać właściwie wszystko pod uwagę. Przekonałam się sama w czasie mojej już kilkunastoletniej praktyki, że np. problemy oddechowe czyli tzw. astma kotów może mieć swoją przyczynę w alergii pokarmowej. 
Problemy skórne mogą być spowodowane oczywiście alergią pokarmową ale również może to być alergen środowiskowy. Te zmiany, które pojawiają się w obrębie głowy, szyi, karku, najczęściej spowodowane są alergenami pokarmowymi ale podobnie może się objawiać alergia na jakiś czynnik środowiskowy.

B.S.: Jakie pokarmy mogą uczulać nam kota?
B.M.-I.: Uczulać może właściwie wszystko: pszenica, żyto, mięsa (kurczak, wołowina), ryby, jajka i najczęściej tu szukamy winowajcy. Ale nie wszyscy , z lekarzami włącznie zdają sobie sprawę, że mocno uczulająca może być chemia spożywcza i to wcale nie tylko konserwanty (są one jedynie częścią chemii spożywczej). Są to też barwniki, aromaty, zagęszczacze, antyoksydanty, emulgatory. Każda karma coś z tego będzie zawierać, bo tak chroni się ją przed spleśnieniem, zwietrzeniem, rozkruszeniem. Tak więc informacja na opakowaniu, że produkt „nie zawiera konserwantów” nie oznacza, że nie zawiera chemii, mogącej kota uczulać.
Od kilku lat modne stało się w karmach białko hydrolizowane (kolokwialnie mówiąc, pocięte na mikrocząsteczki), które miało powodować to, że karma stawała się nie uczulająca (hipoalergiczna). Z moich doświadczeń wynika, że niekoniecznie. Nie dajmy się więc zwieść, że jeśli kot jadł taką karmę a objawy nie znikały, to albo to nie jest alergia, albo alergia ale nie na karmę.

B.S.: To co tu robić? Coś ten nasz kot jeść musi...
B.M.-I.: Kwestia diagnostyki. Trzeba nauczyć się czytać opisy karm; specjalistyczna, zawierająca np. jagnięcinę może też zawierać w małych ilościach kurczaka i jeśli nasz kot jest akurat na niego uczulony, to wystarczy, by problem istniał. Karmy bez dokładnych opisów czy ogólnikowe (np. „przetwory zbożowe” zamiast wyszczególnienia) nie powinny nas w ogóle interesować.

B.S.: Wspomniała Pani o grzybach pleśniowych. Czy to jeden z alergenów środowiskowych?
B.M.-I.: Zakwalifikowałabym je raczej jako odrębną grupę, niedocenianą ze względu na wielką siłę uczulania. I na wszechobecność. To, że nie mieszkamy w starym, zagrzybionym domu nie oznacza, że nie mamy w swym otoczeniu grzybów pleśniowych, choćby w pomieszczeniach, w których z racji ich wykorzystywania jest wilgoć – w łazienkach, kuchniach. Dużo tych grzybów bywa także w ziemi – w doniczkach z kwiatkami, które chętnie hodujemy w domach.
Ponadto koty wychodzące mają dodatkowy kontakt z grzybami pleśniowymi na roślinach, w ziemi, nawet w powietrzu (często w komunikatach dla alergików podawane są informacje o ich zwiększonym stężeniu).
Pleśnie są silnie uczulające i działają jak blokery. Cóż to oznacza? Jeśli jakiś kot jest na nie uczulony, to próba odczulenia innych rzeczy bez próby odczulenia pleśni jest skazana na niepowodzenie. Czyli przy podejrzeniu alergii na pleśnie - najpierw trzeba je odczulić, zanim się weźmiemy za odczulanie czegokolwiek innego. Po prostu będą nawroty.

B.S.: A kurz, roztocza, czyli to, na co my, ludzie, często jesteśmy uczuleni?
B.M.-I.: Tak, to u kotów też nierzadko czynnik uczulający, ale często wystarczy jedno odczulenie, by problem zniknął. Grzyby pleśniowe na pewno są trudniejsze i bardziej uporczywe w swym działaniu alergizującym. Tu dochodzimy do alergenów środowiskowych. Do nich należy również pierze czy sierść innych zwierząt (psa, świnki morskiej); jeśli więc w domu są inne zwierzaki, należy wziąć je pod uwagę. Następnym czynnikiem będzie chemia gospodarcza, którą używamy do sprzątania, prania; odświeżacze powietrza, świece zapachowe, kadzidełka, również sztuczne włókna, wykładziny, koce polarowe. Również te hipoalergiczne, np. kołdry, poduszki.

B.S.: Jak z tej szerokiej gamy tworzyw i przedmiotów, które nas otaczają znaleźć ten, który jest uczulający?
B.M.-I.: Przede wszystkim musimy wiedzieć, z czym kot się styka, co w przypadku kotów wychodzących jest znacznie utrudnione. Popularnymi metodami, jak testy skórne czy badania z krwi nie zawsze się to uda. Panele pokarmowe są bardzo wąskie i możemy nie trafić na właściwy, a żadną z dostępnych metod nie możemy przetestować chemii spożywczej, sztucznych włókien, lateksu, gumy, farb, lakierów etc. Jedyną możliwą metodą jest biorezonans.
Jest to metoda bezpieczna, nieinwazyjna i wiarygodna. Oparta jest na zasadach fizyki. Ponieważ każdą informację można zapisać w postaci fali elektromagnetycznej toteż diagnostyka polega na wyszukiwaniu tych fal, odpowiednich dla danego alergenu i informacji jaką zawiera. Odczulanie, zaś na wygaszaniu fal, które uznamy za niepożądane.
Alergeny mogą mieć różne gradacje ważności: jedne są mocniejsze, inne są słabsze. Jedne mogą wzmacniać drugie, więc ważne jest, by wszystko dokładnie ustalić. Robiąc badanie metodą biorezonansu nie jesteśmy w stanie ustalić gradacji ważności, czyli nie mogę stwierdzić, że zetknięcie się z danym alergenem wywoła reakcję natychmiastową, czy będzie działać powoli acz, niestety, skutecznie. Zasada w tym przypadku jest taka, że co się da, kotu „odstawić”, a co się nie da – odczulić.
Zdarzają się alergie na leki, na szczepionki; szczególnie wrażliwym pacjentom przed podaniem sprawdzam biorezonansem, czy są dla nich bezpieczne. Przy alergii pokarmowej warto na wstępie zamienić miseczki plastikowe i metalowe na szklane (porcelanowe), gdyż one też mogą być powodem kłopotów.
Taki przykład: kot leczony na alergię dość skutecznie przez okres trzech lat, co jakiś czas z nieznanych przyczyn zaczynał się rozdrapywać. Zauważyłam, że dzieje się tak pod nieobecność właścicielki (miała związane z pracą wyjazdy). Podejrzewałyśmy stres, ale w domu był drugi kot, więc nie pozostawał osamotniony; podawanie środków na poprawę nastroju też nic nie dawało. W końcu dotarłyśmy do przyczyny: na czas nieobecności przychodziła kuzynka opiekować się kotami, która w mieszkaniu wypalała ogromne ilości papierosów. Ponieważ sama właścicielka nie paliła, nawet nie sprawdzałam alergii na dym papierosowy – a to był właśnie powód. Od tamtej pory, gdy kot już przestał być biernym palaczem – a minęło już kilka lat – alergia się nie powtórzyła ani razu.

B.S.: Czy alergia może być wrodzona, czy też nabywa się ją w trakcie życia?
B.M.-I.: Może być wrodzona i jest widoczna w młodym wieku, ale uczulić się na dany alergen można w każdym momencie życia i badanie sprawdzające nie jest raz na zawsze; jest wiele czynników, które mogą alergię wywołać, choćby zarobaczenie, stres związany np. ze zmianą warunków życia czy nawet ciąża.

B.S.: Czy zawsze uda się wyeliminować czynnik albo odczulić kota?
B.M.-I.: W większości przypadków poza atopowymi: tu system immunologiczny jest tak rozchwiany, że nie chce się wyregulować; co byśmy nie robili, będą problemy. Jedyna rada – stałe podawanie leków.
Myślę, że zbyt wiele zwierząt uważa się za atopowe, a są one nie do końca zdiagnozowane. Wielokrotnie udawało mi się wykluczyć atopowość, znajdując inną przyczynę.
W weterynarii dużo się zmienia. Kiedy ja zaczęłam zajmować się alergiami i posługiwać biorezonansem, a była to druga połowa lat 90- tych, uważano, że zwierzęta nie chorują na alergię pokarmową. Dziś jest to oczywiste. Kiedyś atopię uważano za alergię wziewną – dziś wiadomo, że to rozchwianie immunologiczne. Wspomniany kot uczulony na dym papierosowy miał objawy jak przy alergii pokarmowej bądź skórnej – a na logikę powinien mieć problemy z układem oddechowym.
Metodą biorezonansu można sprawdzić każdą dowolną jednostkę materialną – powietrza ani słońca nie mogę zamknąć w próbce.
Warunkiem osiągnięcia dobrych rezultatów jest absolutne zaufanie i współpraca właściciela z lekarzem. Czasami poszukiwania przyczyny są żmudne i nie ma natychmiastowej poprawy. Walka z alergią wymaga cierpliwości.